Wyobraź sobie niedzielę, godzinę trzynastą. Nie musisz nic robić, nigdzie pędzić, a poniedziałkowa kawa w biurze wydaje się jeszcze bardzo odległa. Siedzisz w wygodnym fotelu w kawiarni przy szerokim deptaku, słońce powoli ogrzewa kamienice, a ty trzymasz w dłoniach filiżankę aromatycznego cappuccino. Nie masz w planach żadnej kolejki po bilet, żadnego szeptania w muzealnych salach ani sprawdzania dat na tabliczkach informacyjnych. Brzmi jak plan na idealne domknięcie weekendu? Tak właśnie może wyglądać twoje niedzielne popołudnie w Radomiu. To miasto oferuje coś, czego często brakuje w wielkich metropoliach: autentyczny, niespieszny rytm życia, który idealnie nadaje się na "odparowanie" przed nowym tygodniem.
Szczerze przyznam, że kiedy pierwszy raz pomyślałem o Radomiu jako celu na taki krótki wypad, miałem w głowie te wszystkie historie o "chytrej babie" i pustym lotnisku. Ale kiedy tam dotarłem w pewną słoneczną niedzielę, pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, była przestrzeń. Jeśli zastanawiasz się, co warto zobaczyć w Radomiu, a twoim celem jest odpoczynek bez zadęcia, to jesteś w dobrym miejscu. Zapomnij o odhaczaniu zabytków (no wiesz, zamek jest, fajny, widziałem i starczy). Skupimy się na tym, co sprawia, że człowiek wraca do domu faktycznie wypoczęty: na dobrym jedzeniu, spacerach i obserwowaniu lokalnego życia.
Spis treści:
Żeromka w niedzielę: radomski rytuał spaceru
Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, które definiuje klimat tego miasta w niedzielne popołudnie, jest to ulica Żeromskiego. To serce Radomia, długi deptak, który pełni funkcję salonu pod gołym niebem. Zapomnij o muzeach ukrytych w bocznych uliczkach (szkoda czasu na siedzenie w murach, gdy na zewnątrz tak miło). Tutaj atrakcją są sami ludzie. Możesz usiąść przy jednym z wielu stolików wystawionych na zewnątrz (w sezonie od maja do września to niemal rytuał) i po prostu patrzeć. Kamienice są tu zróżnicowane: jedne odnowione z pompą, inne jeszcze czekające na swoją kolej, co nadaje miejscu autentyczności.
Spacerując "Żeromką", jak mówią lokalni, poczujesz się trochę jak w mniejszej wersji łódzkiej Piotrkowskiej, ale bez tego całego hałasu, tłumu i pędu. To tutaj tętni życie towarzyskie. Co 200-300 metrów znajdziesz kawiarnię lub lodziarnię. Lody w Radomiu to osobny temat rzeka. Są tu punkty z tradycjami sięgającymi kilkudziesięciu lat, gdzie za porcję zapłacisz ok. 7-10 PLN i dostaniesz smak, który przypomni ci dzieciństwo. Nie szukaj wymyślnych sorbetów z jarmużu czy innych wynalazków. Bierz śmietankowe lub bakaliowe i ciesz się chwilą na jednej z licznych ławek (jest ich tu tyle, że nikt nie musi walczyć o miejsce).
Kiedy tam byłem ostatnio, zaskoczyło mnie, jak bardzo Radom przypomina mi klimat filmów Andrzeja Wajdy. I faktycznie, to tutaj kręcono sceny do filmu "Lotna". Choć produkcja opowiada o ułanach, to radomskie plenery dodały jej specyficznego, nieco melancholijnego uroku. Spacerując po centrum, możesz spróbować odnaleźć ten klimat, choć dzisiaj miasto jest znacznie bardziej pogodne. Jeśli lubisz literaturę, to pewnie wiesz, że niedaleko, we Wsoli, bywał Witold Gombrowicz. I choć tam jest muzeum, to ja polecam po prostu posiedzieć w tamtejszym parku pod wiekowymi drzewami (jeśli starczy ci czasu na krótki wypad za miasto). To o wiele bardziej "gombrowiczowskie" niż czytanie rękopisów za szybą.
Obiad, który nasyci na cały tydzień (tak, to zalewajka)
Przejdźmy do konkretów, bo umówmy się: dobre jedzenie to fundament udanej niedzieli. Radom ma swoją gwiazdę kulinarną i jest nią zalewajka radomska. To nie jest zwykła zupa ziemniaczana. To gęsta, sycąca potrawa na zakwasie, z boczkiem, kiełbasą i często sporą ilością czosnku. Obiad w lokalnej restauracji serwującej kuchnię polską to wydatek rzędu 45-75 PLN na osobę (zupa, drugie danie i coś do picia). Zalewajka sama w sobie jest tak treściwa, że często wystarczy za cały posiłek, zwłaszcza jeśli planujesz jeszcze deser.
Gdzie szukać jedzenia? Celuj w okolice ulicy Żeromskiego oraz Rynku (choć ten ostatni bywa w niedziele nieco senny). Szukaj miejsc, które nie mają zbyt długiej karty (to zazwyczaj dobry znak). W Radomiu modne są teraz lokale typu "bistro", gdzie menu zmienia się sezonowo. Jeśli zobaczysz w karcie dania z dziczyzny lub lokalne kluski (kopytka, leniwe), bierz je w ciemno. Jakość produktów w tym regionie jest bardzo wysoka, bo Radom leży blisko ogromnego zagłębia sadowniczego.
Na kawę i coś słodkiego wybierz się do jednej z kawiarni przy deptaku. Kawa kosztuje tu zazwyczaj ok. 12-16 PLN. Jeśli będziesz mieć szczęście, trafisz na świeże jagodzianki lub szarlotkę z radomskich jabłek (region grójecko-warecki to przecież sąsiedzi). To proste przyjemności, które w Radomiu smakują najlepiej. Nie bój się też lokalnych barów mlecznych (choć w niedziele część może być zamknięta) — to opcja dla osób z ograniczonym budżetem, gdzie smaczny, domowy posiłek zjesz nawet za 30 PLN.
Park Kościuszki: gdzie czas naprawdę staje w miejscu
Jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie, co warto zobaczyć w Radomiu, by ostatecznie zresetować głowę przed poniedziałkiem, skieruj swoje kroki do Parku Kościuszki. To nie jest zwykły skwer, to prawdziwa oaza spokoju w samym centrum. Ale uwaga: jeśli szukasz tu adrenaliny, to jej nie znajdziesz. To miejsce na powolne krążenie alejkami i obserwowanie starszych par spacerujących pod rękę (bardzo miły widok). Park jest zadbany, a jego układ sprawia, że nawet w słoneczne popołudnie znajdziesz tam cichy kąt dla siebie.
Kawałek dalej znajduje się Stary Ogród, najstarszy park w mieście. Ma on w sobie coś z elegancji dawnych kurortów. Trasy są tu płaskie i wygodne, więc nawet po kilku godzinach spacerowania twoje nogi nie będą protestować. Gdybym miał spędzać niedzielę w Radomiu ponownie, na pewno wziąłbym ze sobą koc i książkę. Spodziewałem się betonowej dżungli, a tymczasem Radom jest jednym z bardziej zielonych miast, jakie odwiedziłem.
Plaża nad zalewem na Borkach w niedzielne popołudnie bywa nieco przereklamowana. Często jest tam po prostu zbyt głośno od muzyki i grillujących rodzin. Jeśli szukasz prawdziwego "oddechu życiowego", zostań w Parku Kościuszki lub wybierz się na obrzeża do Puszczy Kozienickiej (to zaledwie 20 minut samochodem). Tam zapach sosen zrobi dla twojej głowy więcej niż jakikolwiek zabieg relaksacyjny.
Przeczytaj tez
Logistyka: jak sprawnie wrócić do rzeczywistości?
Dojazd do Radomia i powrót z niego jest obecnie bajecznie prosty, co czyni to miasto idealnym na niedzielny "skok".
- Pociąg: Z Warszawy Zachodniej dojedziesz tu w około godzinę (Koleje Mazowieckie lub PKP Intercity). Bilet kosztuje zazwyczaj 25-45 PLN. Ostatnie pociągi powrotne jadą dość późno, więc nie musisz się spieszyć z jedzeniem zalewajki.
- Samochód: Droga S7 jest w świetnym stanie. Z Warszawy to dosłownie chwila, a z Kielc dotrzesz tu w 45 minut. Parkowanie w niedziele w centrum jest zazwyczaj darmowe (ale zawsze sprawdź tabliczki!).
- Koszty: Jednodniowy wypad z obiadem, kawą i lodami zamknie się w kwocie 100-150 PLN na osobę (nie licząc paliwa/biletu). To uczciwa cena za spokój ducha.
Najlepsza pora na taką niedzielę to zdecydowanie maj lub wrzesień. Wtedy miasto "rozkwita", kawiarniane ogródki pękają w szwach, a słońce nie jest jeszcze tak męczące. Najważniejsze, co możesz zrobić przed przyjazdem, to zostawić w domu listę "rzeczy do zrobienia". W Radomiu w niedzielę nic nie musisz. I to jest w nim najbardziej odświeżające. To miasto to taki mniejszy brat Lublina, który nie próbuje nikomu niczego udowadniać. I właśnie dlatego tak dobrze się tu odpoczywa.



