Wchodzisz do hali dworca Keleti i czujesz się, jakbyś cofnął się o sto lat. Wysokie, stalowe konstrukcje i zapach starego drewna mieszają się z aromatem mocnej kawy serwowanej w papierowych kubkach. Budapeszt na weekend to klasyka, która nigdy się nie nudzi, o ile wiesz, jak podejść tę miasto-bestię. To nie jest miejsce na szybki „zaliczanie” zabytków. To miasto, które trzeba degustować jak kieliszek starego Tokaju: powoli, patrząc pod słońce i ciesząc się każdą nutą smakową.
Kiedy pierwszy raz przyjechałem tu pociągiem, zaskoczył mnie ten specyficzny, środkowoeuropejski gwar. Z jednej strony elegancja szerokich bulwarów, z drugiej: małe, ukryte podwórka, gdzie czas zatrzymał się w latach siedemdziesiątych. Szczerze? Jeśli planujesz zobaczyć wszystko w dwa dni, od razu sobie odpuść. Budapeszt jest zbyt duży i zbyt gęsty od znaczeń. Lepiej zobaczyć mniej, ale za to zjeść lepszy lunch i posiedzieć dłużej w termach, patrząc na parę unoszącą się nad wodą.
Spis treści:
- Jak dotrzeć do Budapesztu z Polski i nie stracić nerwów?
- Sobota w Budzie: królewskie wzgórza i historia wykuta w skale
- Niedziela w Peszcie: secesyjne kamienice, parlament i gorące źródła
- Gdzie zjeść i spać w Budapeszcie, by poczuć klimat „Grand Budapest Hotel”?
- Ile kosztuje weekend w Budapeszcie? Budżet i praktyczne wskazówki
Jak dotrzeć do Budapesztu z Polski i nie stracić nerwów?
Dojazd z Polski jest prosty, ale diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli mieszkasz w Warszawie, Krakowie lub Katowicach, najwygodniejszą opcją jest nocny pociąg EuroNight „Chopin”. Kładziesz się spać w Polsce, a rano wita Cię kawa i widok na Dunaj. Ceny biletów w wagonie sypialnym zaczynają się od ok. 250 PLN, jeśli kupisz je z miesięcznym wyprzedzeniem. To oszczędność czasu i pieniędzy na jednym noclegu (no i ta atmosfera wagonu restauracyjnego, która ma w sobie coś z „Morderstwa w Orient Expressie”).
Dla tych, którzy wolą własne cztery kółka, trasa z południa Polski zajmuje około 6-7 godzin. Pamiętaj jednak, że parkowanie w centrum Budapesztu to logistyczny koszmar i spory wydatek (ok. 80-100 PLN za dobę w parkingu podziemnym). Samochód najlepiej zostawić na parkingu P+R przy stacjach metra na obrzeżach i po mieście poruszać się komunikacją miejską. Bilet 72-godzinny kosztuje ok. 60 PLN i pozwala zapomnieć o szukaniu parkomatów.
Loty z Warszawy (LOT, Wizz Air) trwają zaledwie godzinę i kwadrans. Jeśli nie masz dużo bagażu, to najszybsza opcja. Z lotniska do centrum dowiezie Cię autobus 100E za ok. 25 PLN. Taksówki są dość drogie i potrafią utknąć w korkach, więc transport szynowy lub dedykowany autobus to zazwyczaj strzał w dziesiątkę.
Sobota w Budzie: królewskie wzgórza i historia wykuta w skale
Zacznij od strony Budy, czyli tej wyższej, bardziej zielonej i spokojniejszej. Wzgórze Zamkowe najlepiej zdobyć pieszo, omijając drogą kolejkę Sikló (kosztuje ok. 45 PLN w jedną stronę i zazwyczaj stoi do niej kolejka na 40 minut czekania). Spacer zajmie Ci 15 minut, a widoki na Parlament z każdym krokiem będą coraz lepsze. Kiedy dojdziesz do Baszty Rybackiej, poczujesz się jak w bajce Disneya. Te białe wieżyczki wyglądają nierealnie, zwłaszcza o poranku, gdy słońce odbija się od tafli Dunaju.
Tuż obok znajduje się Kościół Macieja. Wstęp kosztuje ok. 30 PLN, ale wnętrza z polichromiami są warte każdej złotówki. Jeśli interesujesz się historią bardziej współczesną, koniecznie zajrzyj do Szpitala w Skale (Hospital in the Rock). To dawny bunkier atomowy i szpital z czasów II wojny światowej. To miejsce wystąpiło w kilku produkcjach dokumentalnych i filmach o zimnej wojnie (np. klimat przypomina sceny z filmu „Music Box” z Jessicą Lange). Wycieczka z przewodnikiem trwa około godziny i zostaje w głowie na długo.
Na lunch w tej okolicy polecam małe winiarnie ukryte w bocznych uliczkach za zamkiem. Unikaj głównych placów, gdzie ceny są „turystyczne”. Szukaj lokali, gdzie w karcie jest Gulyásleves (zupa gulaszowa) podawana w tradycyjny sposób. Kosztuje zazwyczaj ok. 35-45 PLN i jest tak sycąca, że wystarczy za cały obiad. Spodziewałem się, że Buda będzie sztywna i muzealna, a tymczasem znalazłem tam mnóstwo ławek w cieniu drzew, gdzie można po prostu posiedzieć i popatrzeć na Peszt rozciągający się u stóp.
Niedziela w Peszcie: secesyjne kamienice, parlament i gorące źródła
Niedzielę poświęć na Peszt, czyli tę tętniącą życiem, „paryską” część miasta. Zacznij od spaceru pod Parlament. To gmach, który oszałamia skalą. Jeśli chcesz wejść do środka, bilety musisz kupić przez internet z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem (koszt dla obywateli UE to ok. 60 PLN). Jeśli tego nie zrobisz, pozostaje Ci podziwianie go z zewnątrz, co i tak jest przeżyciem (zwłaszcza detale kamieniarskie i straż przed wejściem).
Później ruszaj w stronę Bazyliki św. Stefana. Możesz wjechać na kopułę (windą!), by zobaczyć panoramę miasta z drugiej strony. Potem spacer aleją Andrássyego, która przypomina Pola Elizejskie. To tutaj poczujesz ten wielkomiejski sznyt Budapesztu. Jeśli poczujesz głód, skręć w stronę Wielkiej Hali Targowej (Nagyvásárcsarnok). Na piętrze zjesz najlepszy langosz w mieście (ok. 20-25 PLN). To placek smażony na głębokim tłuszczu, który z czosnkiem i śmietaną smakuje najlepiej właśnie tutaj, w gwarze targowiska.
Dzień zakończ w termach Széchenyi. To największy kompleks tego typu w Europie. Pływanie w gorącej, parującej wodzie, gdy nad Tobą górują żółte, neobarokowe pałace, to czysty hedonizm. Bilet kosztuje ok. 120 PLN. Moja rada: idź tam około godziny 17:00. Zobaczysz miasto zmieniające kolory, a grający w szachy w wodzie starsi panowie to obrazek, którego nie zapomnisz do końca życia. To idealny moment, by wyciszyć się przed podróżą powrotną do Polski.
Gdzie zjeść i spać w Budapeszcie, by poczuć klimat „Grand Budapest Hotel”?
Jeśli szukasz noclegu z duszą, celuj w okolice VII dzielnicy (Erzsébetváros). To dawna dzielnica żydowska, która dziś jest centrum kultury. Znajdziesz tam mnóstwo hoteli butikowych mieszczących się w odrestaurowanych kamienicach. Pokój dwuosobowy o standardzie 4 gwiazdek kosztuje tu od 400 do 600 PLN za dobę. Jest to o tyle wygodne, że większość restauracji i kawiarni masz w zasięgu 10-minutowego spaceru.
Co do jedzenia: Węgry to kraj dla ludzi o mocnym apetycie. Musisz spróbować Somlói Galuska. To deser, który jest połączeniem trzech rodzajów biszkoptu, orzechów, rodzynek nasączonych rumem i obłędnej ilości bitej śmietany. Najlepiej smakuje w kawiarniach z tradycjami, jak słynna Gerbeaud (choć tam ceny są iście cesarskie). Jeśli wolisz coś bardziej swojskiego, szukaj „étkezde” – to rodzaj węgierskich barów mlecznych, gdzie za 30-40 PLN zjesz solidny, domowy obiad.
Pamiętaj o regionalnym specjale: flakach po węgiersku (pacal pörkölt). Są zupełnie inne niż nasze, gęstsze i mocno paprykowe. Jeśli lubisz takie smaki, będziesz w niebie. Do tego obowiązkowo lampka białego wina z regionu Badacsony lub czerwonego z Egeru. Kieliszek wina w restauracji to wydatek rzędu 15-25 PLN, czyli taniej niż w wielu polskich miastach wojewódzkich.
Przeczytaj tez
- Weekend w Barcelonie
- Berlin na weekendowy city break
- Weekend w Częstochowie: Jasna Góra, ukryte murale i smaki Jury
Ile kosztuje weekend w Budapeszcie? Budżet i praktyczne wskazówki
Budapeszt nie jest już tak tani jak 10 lat temu, ale wciąż wypada korzystnie na tle Wiednia czy Pragi. Na komfortowy weekend (noclegi, jedzenie, bilety wstępu) warto zarezerwować ok. 1200-1500 PLN na osobę (przy założeniu podróży we dwoje).
- Noclegi (2 noce): 400-600 PLN na osobę.
- Wyżywienie (obiady, kolacje, kawa): 400-500 PLN.
- Bilety wstępu i komunikacja: 250-300 PLN.
- Pamiątki i wino: 150 PLN.
Najważniejsze, co możesz zrobić przed wyjazdem, to wymienić tylko niewielką ilość gotówki na forinty (na targi i małe piekarnie). W 95% miejsc zapłacisz kartą lub telefonem, co oszczędza sporo czasu i nerwów przy przeliczaniu zer na banknotach. I pamiętaj: nie daj się naciągnąć na „darmowe” wycieczki statkiem po Dunaju, które oferują naganiacze na ulicach. Lepiej kupić bilet na regularny prom komunikacji miejskiej lub sprawdzony rejs wieczorny z kolacją (koszt ok. 90-120 PLN), kiedy miasto jest przepięknie podświetlone.
Gdybym miał jechać ponownie, na pewno poświęciłbym więcej czasu na gubienie się w bocznych uliczkach Pesztu zamiast stania w kolejce do wejścia na wieżę bazyliki. Budapeszt na weekend to za mało, by poznać go w pełni, ale wystarczająco, by się w nim zakochać i obiecać sobie szybki powrót. To miasto ma w sobie taką dawkę energii i nostalgii jednocześnie, że każdy znajdzie tu swój rytm.
Najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić w niedzielny wieczór przed wyjazdem, jest spacer brzegiem Dunaju od strony Parlamentu w kierunku mostu Wolności (ten zielony, secesyjny most). Widok na oświetlone Wzgórze Gellérta i zamek to najlepsze pożegnanie z Węgrami. (Mały sekret: na moście Wolności często przesiadują lokalsi z winem, atmosfera jest tam nie do podrobienia).



